Cześć !

Mam na imię Agnieszka i od stycznia 2021 roku prowadzę Pracownię Ceramiczną "Dwa Wypały". Wszystkim zajmuję się sama, od toczenia, wypalania, szkliwienia, fotografowania, wstawiania ceramiki do internetu, wysyłkę, az po księgowość i wiele innych działań, które są niezbędne do funkcjonowania pracowni ceramicznej.

Toczenie na kole garncarskim, to moja pasja i moim celem jest kształcenie się w tym kierunku. Obecnie mój rekord to 7,5 kg na kole garncarskim, ale obiecuję, że to dopiero początek.

Dwa Wypały

Nazwa „Dwa Wypaly” swoją genezę ma w podwójnym wypalaniu ceramiki w procesie produkcji. Tworzę jedyną w swoim rodzaju ceramikę użytkową. Możesz z niej napić się ulubionej kawy, lub wykorzystać do kwiatów które właśnie dostałaś. Moje naczynia wypalam w maksymalnej temperaturze 1240 stopni – to sprawia, że bez obaw umyjesz je w zmywarce i będziesz mógła cieszyć się jej użytkowaniem jeszcze przez długie długie lata.

Moje początki

Na początku wszystko było trudne. Od lepienia, później toczenia, szkliwienia, wypalania, sprzedawania, pakowania. Pewnego dnia Agata Markos, która wypalała moje prace powiedziała, że spokojnie mogę pomyśleć o sprzedawaniu moich naczyń. Byłam w szoku i bardzo szybko zakopałam tą myśl, bo była zbyt przerażająca. Wiedziałam, że jeśli się tym zajmę, wszystkim będę zajmować się sama. Kiedy skończyłam staż programowania, miałam przed sobą etap poszukiwanie pracy. Zamiast tego zaczęłam budować swój sklep internetowy i jeszcze więcej toczyć na kole garncarskim. Zbliżał się czas świąteczny, więc idealny czas na wstawienie mojej ceramiki na prezenty. Toczyłam dalej. Nie wysłałam żadnego CV i chyba wtedy do mnie doszło, że zrezygnowałam z bardzo dobrze płatnego zawodu na rzecz ceramiki. Mówiłam „luzik, zobaczymy jak będzie”, ale tak na prawdę mocno się bałam. Każdego dnia dochodziły kolejne wyzwania, każdego dnia byłam zmuszona podejmować decyzje i brać za nie pełną odpowiedzialność, ale też każdego dnia mogłam brudzić się od gliny i tworzyć wspaniałe rzeczy.

Codziennie dalej dochodzą kolejne wyzwania, które mnie przerażają i na początku mój mózg nie ogarnia co się dzieje. Krzyczy i się buntuje, bo nie lubi zmian. Co wtedy robię? Skupiam się na uciszeniu mojego wewnętrznego krytyka. Raz przychodzi mi to łatwo, raz muszę wziąć kilka głębokich oddechów, a czasami pójść pobiegać, albo zostawić sobie podjęcie decyzji na kolejny dzień. Jakkolwiek sobie z tym radzę, później wracam do podjęcia decyzji. Jeśli ja nie podejmę decyzji, decyzja podejmie się sama. Jeśli będzie zła, będę musiała i tak wziąć za to konsekwencje, ale jeśli będzie dobra, nie będę czuła satysfakcji. To jak wygrana olimpiady sportowej versus wygrana w loterii.

Każda kolejna decyzja, to rozwój, a rozwój to szczęście. Wolę być szczęśliwa , niż idealna.